Witajcie!
Dziś chciałam Wam przedstawić prosty sposób na urozmaicenie codziennego obiadu.
Niby nic, ale coś, zwykłe jajko plus dodatki i wychodzą pyszne kotleciki.
Muszę się przyznać, że pomysł nie jest całkowicie mój, że zainspirowałam się. Oglądając ddtvn kątem oka zobaczyłam jak kucharz przyrządza coś z jajek. Głos w tv przyciszony więc zdążyłam zobaczyć tylko na szybkiego co dodaje i po wyglądzie zgadywałam co to może być. Nie wiem czy odzwiercidliłam dokładnie czy nie, ale mogę Wam powiedzieć, że wyszło przepyszne!!!
Składniki:
7 jajek ugotowanych na twardo
papryka czerwona średniej wielkości
4/5 ogórków kiszonych
1 cebula
1 surowe jajko
bułka tarta
sól, pieprz
1. Wszystkie składniki (jajka, papryka, ogórki, cebula) kroimy w drobną kosteczkę.
2. Cebulę smażymy na lekko złoty kolor.
3. Pokrojone składniki wraz z podsmażoną cebulą wrzucamy do miski, mieszamy i przyprawiamy, próbujemy czy smak nam pasuje.
4. Dodajemy surowe jajko, mieszamy oraz dodajemy trochę bułki tartej żeby ładnie nam się skleiło.
5. Rozgrzewamy olej na patelni.
6. Formujemy (nie mam bladego pojęcia jak się pisze to słowo) kształt jak na kotlet mielony, obtaczamy w bułce i na patelnie. Gdy kotlecik jest zarumieniony, odwracamy na drugą stronę.
Dodam od siebie, że czasami kotlety strzelają na patelni, dostałam niestety parę razy gorącym olejem.
Kotlety mogą się rozpadać, wtedy dodajcie więcej bułki tartej do naszej masy.
A oto moje kotleciki :)
SMACZNEGO!
Zaczytana Kuchnia
czwartek, 25 września 2014
środa, 6 sierpnia 2014
Tort naleśnikowy
Dzień dobry!
Wiem, rozleniwiłam się i dawno nie było żadnego przepisu.
Miał na to wpływ urlop oraz upał, który sprawiał, że nawet do garów nie chciało się stanąć.
Dzisiaj jednak po szybkim wypiciu porannej kawy, biorę się za ''robotę'' :)
Chciałam Wam pokazać fajny pomysł na zrobienie prostego i bardzo smacznego dania.
Może wydawać się pracochłonne, ale tak naprawdę jak wszystko fajnie sobie uszykujemy to rach ciach i danie gotowe.
Składniki:
7-8 naleśników (myślę, że każdy z nas ma swój sposób na zrobienie naleśników więc nie będę się rozdrabniać)
1 opak. mrożonego szpinaku
6 ząbków czosnku
2 cebule
1 por
2 puszki pomidorów pokrojonych
30 dag sera
vegeta/sól/pieprz
I teraz, żeby wszystko ładnie, pięknie nam się zrobiło, robimy kilka rzeczy na raz.
Potrzebujemy patelnię, małego garnka, miskę i szklankę oraz naczynie żaroodporne. Ja miałam okrągłe, które świetnie się sprawdzało.
1. Kroimy por, wkładamy do szklanki i zalewamy wrzątkiem. Odstawiamy.
2. Ser trzemy na grubych oczkach i do miski.
3. Na patelnię wlewamy oliwę, wrzucamy pokrojoną cebulę oraz starte 3 ząbki czosnku. Podsmażamy, dodajemy pomidory z puszki, zmniejszamy ogień, niech się dusi. Oczywiście doprawiamy jak chcemy (ja vegetą).
4. Do garnka znowu oliwa, cebula, czosnek, podsmażamy, wrzucamy szpinak. Niech się dusi. Co chwilę mieszamy, doprawiamy.
5. Gdy wszystko nam się zrobi, zaczynamy naszą zabawę.
Na spód naczynia kładziemy po kolei: naleśnik, szpinak, naleśnik, pomidory, ser, naleśnik, odcedzony por, naleśnik, szpinak, naleśnik, pomidory, ser itd aż na samej górze mają być pomidory i ser.
Wygląda to tak:
Wstawiamy do piekarnika, nie pamiętam na ile stopni, wstawcie na 180, czas ok 10min, aż ser się rozpuści i wcinajcie!
Tort jest przepyszny. Nie raz, nie dwa częstowałam nim znajomych i za każdym razem byli pozytywnie zaskoczeni.
SMACZNEGO!
Wiem, rozleniwiłam się i dawno nie było żadnego przepisu.
Miał na to wpływ urlop oraz upał, który sprawiał, że nawet do garów nie chciało się stanąć.
Dzisiaj jednak po szybkim wypiciu porannej kawy, biorę się za ''robotę'' :)
Chciałam Wam pokazać fajny pomysł na zrobienie prostego i bardzo smacznego dania.
Może wydawać się pracochłonne, ale tak naprawdę jak wszystko fajnie sobie uszykujemy to rach ciach i danie gotowe.
Składniki:
7-8 naleśników (myślę, że każdy z nas ma swój sposób na zrobienie naleśników więc nie będę się rozdrabniać)
1 opak. mrożonego szpinaku
6 ząbków czosnku
2 cebule
1 por
2 puszki pomidorów pokrojonych
30 dag sera
vegeta/sól/pieprz
I teraz, żeby wszystko ładnie, pięknie nam się zrobiło, robimy kilka rzeczy na raz.
Potrzebujemy patelnię, małego garnka, miskę i szklankę oraz naczynie żaroodporne. Ja miałam okrągłe, które świetnie się sprawdzało.
1. Kroimy por, wkładamy do szklanki i zalewamy wrzątkiem. Odstawiamy.
2. Ser trzemy na grubych oczkach i do miski.
3. Na patelnię wlewamy oliwę, wrzucamy pokrojoną cebulę oraz starte 3 ząbki czosnku. Podsmażamy, dodajemy pomidory z puszki, zmniejszamy ogień, niech się dusi. Oczywiście doprawiamy jak chcemy (ja vegetą).
4. Do garnka znowu oliwa, cebula, czosnek, podsmażamy, wrzucamy szpinak. Niech się dusi. Co chwilę mieszamy, doprawiamy.
5. Gdy wszystko nam się zrobi, zaczynamy naszą zabawę.
Na spód naczynia kładziemy po kolei: naleśnik, szpinak, naleśnik, pomidory, ser, naleśnik, odcedzony por, naleśnik, szpinak, naleśnik, pomidory, ser itd aż na samej górze mają być pomidory i ser.
Wygląda to tak:
Wstawiamy do piekarnika, nie pamiętam na ile stopni, wstawcie na 180, czas ok 10min, aż ser się rozpuści i wcinajcie!
Tort jest przepyszny. Nie raz, nie dwa częstowałam nim znajomych i za każdym razem byli pozytywnie zaskoczeni.
SMACZNEGO!
środa, 25 czerwca 2014
Lasagne inaczej
Chciałabym pokazać Wam dzisiaj fajny przepis na lasagne. Jest to wersja dużo bardziej lżejsza, bo bez makaronu i beszamela. Pewnie dziwicie się jak można zrobić lasagne bez makaronu. Ano właśnie można i naprawdę polecam Wam ją z czystym sumieniem.
Składniki:
2 szt cukinii
400g mięsa mielonego (ja używam z kurczaka, ale może być również inne)
2 puszki pomidorów krojonych
cebula
czosnek (2-3 ząbki)
koncentrat pomidorowy (parę łyżeczek)
ser mozzarella (ja użyłam 1 kostki, ale myślę, że lepiej jak będą 2)
sól
pieprz
papryka ostra
bazylia (ja miałam suszoną)
Najpierw najtrudniejsza część, czyli pokrojenie cukinii w długie plastry. Moja obieraczka nie zdała egzaminu w tej czynności, więc musiałam posłużyć się nożem. Trochę ciężko to idzie, bo dobrze by było jakby plastry nie były za grube.
Pokrojone plastry rozłożyć na ręczniku papierowym, którego ja oczywiście nie miałam więc użyłam po prostu małego, zwykłego ręcznika. Solimy i zostawiamy na jakiś kwadrans. Cukinia puści wodę.
Za pierwszym razem z lenistwa nie zrobiłam tego i niestety sos zmieszał się z wodą z cukinii i było bardzo rzadkie. Nie róbcie mojego błędu!
Na patelni rozgrzać oliwę i wrzucić pokrojoną cebulę oraz czosnek (przeciśnięty przez praskę). Podsmażyć, dodać mięso.
Gdy wszystko nabierze koloru, dodać przyprawy. Na samym końcu jak mięso będzie gotowe dodać pomidory z puszki, wymieszać, dodać parę łyżeczek koncentratu. Niech chwilę pobulgocze. Spróbujcie, doprawcie do smaku.
Bierzemy naczynie żaroodporne (ja miałam kwadratowe), smarujemy małą ilością oliwy i kładziemy plastry cukinii, na to nasze mięso z pomidorami, znowu plastry, mięso. Mozzarellę mamy przygotowaną, ja nie kładę jej od razu bo podczas 20min pieczenia robi się z niej skorupa. Dodaję ją na 5 min przed końcem pieczenia.
Piekarnik 200st 20min
I proszę bardzo :)
Cukinia jest mięciutka, łatwo się ją kroi, a mięso pachnące i pyszne.
Smaczengo!
P.S. Jest to zdjęcie pierwszej wersji jaką robiłam, czyli z mozzarelli zrobiła się skorupa. Na szczęście człowiek uczy się całe życie.
Składniki:
2 szt cukinii
400g mięsa mielonego (ja używam z kurczaka, ale może być również inne)
2 puszki pomidorów krojonych
cebula
czosnek (2-3 ząbki)
koncentrat pomidorowy (parę łyżeczek)
ser mozzarella (ja użyłam 1 kostki, ale myślę, że lepiej jak będą 2)
sól
pieprz
papryka ostra
bazylia (ja miałam suszoną)
Najpierw najtrudniejsza część, czyli pokrojenie cukinii w długie plastry. Moja obieraczka nie zdała egzaminu w tej czynności, więc musiałam posłużyć się nożem. Trochę ciężko to idzie, bo dobrze by było jakby plastry nie były za grube.
Pokrojone plastry rozłożyć na ręczniku papierowym, którego ja oczywiście nie miałam więc użyłam po prostu małego, zwykłego ręcznika. Solimy i zostawiamy na jakiś kwadrans. Cukinia puści wodę.
Za pierwszym razem z lenistwa nie zrobiłam tego i niestety sos zmieszał się z wodą z cukinii i było bardzo rzadkie. Nie róbcie mojego błędu!
Na patelni rozgrzać oliwę i wrzucić pokrojoną cebulę oraz czosnek (przeciśnięty przez praskę). Podsmażyć, dodać mięso.
Gdy wszystko nabierze koloru, dodać przyprawy. Na samym końcu jak mięso będzie gotowe dodać pomidory z puszki, wymieszać, dodać parę łyżeczek koncentratu. Niech chwilę pobulgocze. Spróbujcie, doprawcie do smaku.
Bierzemy naczynie żaroodporne (ja miałam kwadratowe), smarujemy małą ilością oliwy i kładziemy plastry cukinii, na to nasze mięso z pomidorami, znowu plastry, mięso. Mozzarellę mamy przygotowaną, ja nie kładę jej od razu bo podczas 20min pieczenia robi się z niej skorupa. Dodaję ją na 5 min przed końcem pieczenia.
Piekarnik 200st 20min
I proszę bardzo :)
Cukinia jest mięciutka, łatwo się ją kroi, a mięso pachnące i pyszne.
Smaczengo!
P.S. Jest to zdjęcie pierwszej wersji jaką robiłam, czyli z mozzarelli zrobiła się skorupa. Na szczęście człowiek uczy się całe życie.
sobota, 14 czerwca 2014
Bardzo niedetetycznie
Miałam ochotę na coś pysznego, pachnącego i koniecznie z makaronem.
W sklepie wpadł mi w oko makaron pappardelle. Nigdy go nie robiłam, więc postanowiłam spróbować.
Miałam w lodówce kurczaka i pieczarki, więc było co wrzucić na patelnię. Sos zrobiłam beszamelowy.
Ku mojemu zakoczeniu wyszło przepysznie!
Składniki:
makaron pappardelle
2 piersi z kurczaka
6-8 dużych pieczarek
vegeta
czosnek w proszku
pietruszka suszona (świeża oczywiście będzie lepsza)
na sos beszamelowy:
masło (porządka łycha)
mąka (na oko oczwiście)
mleko (wiem, zabijecie mnie ale również na oko, myślę, że ze 2 szklanki to na pewno)
vegeta
gałka muszkatołowa (niezbędna w beszamelu)
Wstawiłam makaron.
Na rozgrzany olej wrzuciłam pokrojonego i przyprawionego vegetą kurczaka,dodałam czosnek i pietruszkę. Gdy mięso było dobrze podsmażone dodałam pieczarki, wymieszałam. Gdy wszystko ładnie się usmażyło, wysypałam zawartość patelni na durszlak aby obciekło z tłuszczu. Na tej samej patelni zrobiłam beszamel. Rozpuściłam masło, dodałam mąkę, szybko mieszałam aż powstała zasmażka, potem zalałam mlekiem. Cały czas mieszając, czekałam aż zacznie gęstnieć. Doprawiłam. Gdy po spróbowaniu sos spełniał moje oczekiwania smakowe, dodałam kurczaka z pieczarkami. Wymieszałam.
Na talerz makaron, na to sos i voila!
Smacznego!
P.S. A jak już grzeszyć to porządnie, na deser zrobiłam galaretkę z truskawkami i kremem czekoladowym
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Ukryte w przeszłości
Dziś chciałabym napisać Wam o moim ulubionym typie książek.
Jak tylko wygrzebię perełkę tego typu lub wyjdzie jakaś nowość to muszę ją mieć i muszę jak najszybciej ją pochłonąć.
O jaki typ chodzi?
Mianowicie fabuła książki opisuje bohaterów w teraźniejszości oraz w przeszłości, najczęściej dalekiej.
Bohater musi cofnąć się, najczęściej za pomocą pamiętników, opowieści innych osób do wspomnień, które pomogą mu rozwiązać zagadkę. To właśnie w przeszłości nastąpił wielki przełom, nieoczekiwane zdarzenie, które miało wielki wpływ na teraźniejszość.
Kocham, uwielbiam, zatracam czas w tego typu książkach.
Niżej podaję moje ulubione pozycje.
Według mnie królową tego gatunku jest Kate Morton, każda jej książka gwarantuję, że Was zaskoczy.
Moja ulubiona to Zapomniany ogród
Wybaczcie, że opisy książek nie są napisane przeze mnie, ale po pierwsze te książki przeczytałam stosunkowo dawno, a po drugie nie chcę pomieszać imion, miejsc i zdarzeń.
Opisy książek pochodzą ze strony lubimyczytać.pl oraz merlin.pl
Rok 1913. Porzucona przez matkę na statku płynącym z Londynu do Australii mała dziewczynka zostaje przygarnięta przez bezdzietnych rodziców. Ukończywszy 21 lat, Nell O'Connor powraca do Anglii, by poznać prawdę o sobie. Kim naprawdę jest? Jakie nosi nazwisko? Wiele lat później jej wnuczka, Cassandra, wyrusza w podobną podróż do krainy przeszłości, intryg, miłości i zdrady. Dzięki zapiskom babci odsłania kolejne fragmenty mrocznej układanki. Klucz do prawdy leży w wybudowanej na szczycie klifu starej chatce i otaczającym ją sekretnym ogrodzie, wiekowym dworze należącym do arystokratycznej rodziny Mountrachet i tajemniczym labiryncie.
Drugą pozycją jaką przeczytałam był Dom w Riverton:
Do przebywającej w domu spokojnej starości dziewięćdziesięcioośmioletniej Grace Bradley zgłasza się młoda reżyserka Ursula Ryan, która pracuje nad filmem poświęconym losom poety Robbiego S. Huntera. Ursula poszukuje informacji na temat Hartfordów, a zwłaszcza sióstr Hannah i Emmeline, które były jedynymi świadkami samobójczej śmierci tego mężczyzny w ich rodzinnej posiadłości. Grace Bradley w młodości pracowała jako służąca w należącej do Hartfordów rezydencji w Riverton. Na początku prośba reżyserki budzi w niej mieszane uczucia, lecz sympatia, którą budzi w niej młoda kobieta, oraz pragnienie przekazania ukochanemu wnukowi prawdy o dramatycznych wydarzeniach przeszłości sprawiają, że staruszka wraca myślami do dawnych dni.
Pozycja tej samej autorki, którą polecam to Milczący zamek:
Pod koniec dwudziestego wieku matka młodej redaktorki, Edith Burchill dostaje list, który zaginął przed pięćdziesięcioma laty. Edith postanawia odkryć tajemniczą przeszłość matki. Dowiaduje się, że została ewakuowana razem z innymi dziećmi w 1939 roku z Londynu i przez półtora roku mieszkała w zamku Milderhurst w Kencie, siedzibie słynnego pisarza, Raymonda Blythe’a, autora jej ulubionej powieści z dzieciństwa. Edith odwiedza zamek i przekonuje się, że nadal mieszkają w nim trzy córki Raymonda. Z czasem odkrywa coraz więcej tajemnic zamku...
Obecnie czytam Strażnika tajemnic:
W wiejskiej angielskiej posiadłości, w swingujących latach 60. szesnastoletnia Laurel wymyka się z rodzinnego pikniku urodzinowego i chowa w domku na drzewie, by snuć samotnie marzenia o przyszłości. Nagle widzi nieznajomego, który zbliża się do domu i rozmawia z jej matką. Wkrótce zostaje świadkiem strasznej zbrodni, która położy się cieniem na całym jej życiu. Odtąd zawsze będzie zadawać sobie pytanie, kim tak naprawdę jest jej piękna, niezwykła matka, kim była w przeszłości. Pięćdziesiąt lat później Laurel jest wybitną aktorką mieszkającą w Londynie. Spotyka się ze swym rodzeństwem w domu rodzinnym, by świętować dziewięćdziesiąte urodziny matki. Niespodziewanie powraca przeszłość, a Laurel wie, że to ostatnia szansa na odkrycie zagrzebanych w niej sekretów. Zaczyna skomplikowane śledztwo, które po nitce wspomnień Dorothy oraz innych związanych z nią osób doprowadzi w końcu do kłębka tajemnicy…
Pozycje innych autorów, które polecam to:
Wendy Webb Duchy przeszłości
Świetna książka, moja druga ulubiona po Zapomnianym ogrodzie
Hallie dowiaduje się z tajemniczego listu, że jej matka wcale nie zginęła w pożarze. Ojciec kłamał – w rzeczywistości przed trzydziestu laty uprowadził swoją małą córeczkę i ukrył przed żoną.
Teraz, gdy rodzice zmarli, za późno na jakiekolwiek wyjaśnienia. Mimo to dziewczyna pragnie poznać prawdę. Wyrusza na wyspę pośród Wielkich Jezior, żeby zrozumieć wydarzenia ze swojego dzieciństwa.
Miejscowi przyjmują ją wrogo. A w wiktoriańskim dworze, który odziedziczyła, dzieją się dziwne rzeczy...
W ww książce jest wątek mroczny, coś może straszy, a może się wydaje, tajemnica, strach, czyli to co najlepsze.
Książka w podobnym klimacie tzw gotyckim to mój faworyt tego gatunku Trzynasta opowieść Diane Setterfield. Gdy czytałam recenzję tej książki, kilka osób wspomniało, że miało koszmary, pomyślałam sobie ''no litości, koszmary po książce?!'' i zapewne jak się domyślacie, mnie też to dopadło. Nie wiem czy to wpływ książki czy insynuacje innych osób, ale czytając tą powieść miałam okropne sny i co dziwne moja siostra też! Więc sprawdźcie, może książka będzie miała podobny wpływ na Was.
Opis książki jest dosyć długi, więc podaję link
http://merlin.pl/Trzynasta-opowiesc_Diane-Setterfield/browse/product/1,1326254.html?place=suggest
Tych książek na pewno było więcej, ale wiecie jak to jest jak człowiek chce sobie coś przypomnieć.
Obecnie na liście do przeczytania znajdują się następujące książki:
Katherine Webb Echa pamięci, Dziedzictwo
Charlotte Link Dom sióstr
Rosie Thomas Kaszmirowy szal
Miłego czytania!
Jeżeli traficie na książki w moim ulubionych tylu, czekam na wiadomość!
Jak tylko wygrzebię perełkę tego typu lub wyjdzie jakaś nowość to muszę ją mieć i muszę jak najszybciej ją pochłonąć.
O jaki typ chodzi?
Mianowicie fabuła książki opisuje bohaterów w teraźniejszości oraz w przeszłości, najczęściej dalekiej.
Bohater musi cofnąć się, najczęściej za pomocą pamiętników, opowieści innych osób do wspomnień, które pomogą mu rozwiązać zagadkę. To właśnie w przeszłości nastąpił wielki przełom, nieoczekiwane zdarzenie, które miało wielki wpływ na teraźniejszość.
Kocham, uwielbiam, zatracam czas w tego typu książkach.
Niżej podaję moje ulubione pozycje.
Według mnie królową tego gatunku jest Kate Morton, każda jej książka gwarantuję, że Was zaskoczy.
Moja ulubiona to Zapomniany ogród
Wybaczcie, że opisy książek nie są napisane przeze mnie, ale po pierwsze te książki przeczytałam stosunkowo dawno, a po drugie nie chcę pomieszać imion, miejsc i zdarzeń.
Opisy książek pochodzą ze strony lubimyczytać.pl oraz merlin.pl
Rok 1913. Porzucona przez matkę na statku płynącym z Londynu do Australii mała dziewczynka zostaje przygarnięta przez bezdzietnych rodziców. Ukończywszy 21 lat, Nell O'Connor powraca do Anglii, by poznać prawdę o sobie. Kim naprawdę jest? Jakie nosi nazwisko? Wiele lat później jej wnuczka, Cassandra, wyrusza w podobną podróż do krainy przeszłości, intryg, miłości i zdrady. Dzięki zapiskom babci odsłania kolejne fragmenty mrocznej układanki. Klucz do prawdy leży w wybudowanej na szczycie klifu starej chatce i otaczającym ją sekretnym ogrodzie, wiekowym dworze należącym do arystokratycznej rodziny Mountrachet i tajemniczym labiryncie.
Drugą pozycją jaką przeczytałam był Dom w Riverton:
Do przebywającej w domu spokojnej starości dziewięćdziesięcioośmioletniej Grace Bradley zgłasza się młoda reżyserka Ursula Ryan, która pracuje nad filmem poświęconym losom poety Robbiego S. Huntera. Ursula poszukuje informacji na temat Hartfordów, a zwłaszcza sióstr Hannah i Emmeline, które były jedynymi świadkami samobójczej śmierci tego mężczyzny w ich rodzinnej posiadłości. Grace Bradley w młodości pracowała jako służąca w należącej do Hartfordów rezydencji w Riverton. Na początku prośba reżyserki budzi w niej mieszane uczucia, lecz sympatia, którą budzi w niej młoda kobieta, oraz pragnienie przekazania ukochanemu wnukowi prawdy o dramatycznych wydarzeniach przeszłości sprawiają, że staruszka wraca myślami do dawnych dni.
Pozycja tej samej autorki, którą polecam to Milczący zamek:
Pod koniec dwudziestego wieku matka młodej redaktorki, Edith Burchill dostaje list, który zaginął przed pięćdziesięcioma laty. Edith postanawia odkryć tajemniczą przeszłość matki. Dowiaduje się, że została ewakuowana razem z innymi dziećmi w 1939 roku z Londynu i przez półtora roku mieszkała w zamku Milderhurst w Kencie, siedzibie słynnego pisarza, Raymonda Blythe’a, autora jej ulubionej powieści z dzieciństwa. Edith odwiedza zamek i przekonuje się, że nadal mieszkają w nim trzy córki Raymonda. Z czasem odkrywa coraz więcej tajemnic zamku...
Obecnie czytam Strażnika tajemnic:
W wiejskiej angielskiej posiadłości, w swingujących latach 60. szesnastoletnia Laurel wymyka się z rodzinnego pikniku urodzinowego i chowa w domku na drzewie, by snuć samotnie marzenia o przyszłości. Nagle widzi nieznajomego, który zbliża się do domu i rozmawia z jej matką. Wkrótce zostaje świadkiem strasznej zbrodni, która położy się cieniem na całym jej życiu. Odtąd zawsze będzie zadawać sobie pytanie, kim tak naprawdę jest jej piękna, niezwykła matka, kim była w przeszłości. Pięćdziesiąt lat później Laurel jest wybitną aktorką mieszkającą w Londynie. Spotyka się ze swym rodzeństwem w domu rodzinnym, by świętować dziewięćdziesiąte urodziny matki. Niespodziewanie powraca przeszłość, a Laurel wie, że to ostatnia szansa na odkrycie zagrzebanych w niej sekretów. Zaczyna skomplikowane śledztwo, które po nitce wspomnień Dorothy oraz innych związanych z nią osób doprowadzi w końcu do kłębka tajemnicy…
Pozycje innych autorów, które polecam to:
Wendy Webb Duchy przeszłości
Świetna książka, moja druga ulubiona po Zapomnianym ogrodzie
Hallie dowiaduje się z tajemniczego listu, że jej matka wcale nie zginęła w pożarze. Ojciec kłamał – w rzeczywistości przed trzydziestu laty uprowadził swoją małą córeczkę i ukrył przed żoną.
Teraz, gdy rodzice zmarli, za późno na jakiekolwiek wyjaśnienia. Mimo to dziewczyna pragnie poznać prawdę. Wyrusza na wyspę pośród Wielkich Jezior, żeby zrozumieć wydarzenia ze swojego dzieciństwa.
Miejscowi przyjmują ją wrogo. A w wiktoriańskim dworze, który odziedziczyła, dzieją się dziwne rzeczy...
W ww książce jest wątek mroczny, coś może straszy, a może się wydaje, tajemnica, strach, czyli to co najlepsze.
Książka w podobnym klimacie tzw gotyckim to mój faworyt tego gatunku Trzynasta opowieść Diane Setterfield. Gdy czytałam recenzję tej książki, kilka osób wspomniało, że miało koszmary, pomyślałam sobie ''no litości, koszmary po książce?!'' i zapewne jak się domyślacie, mnie też to dopadło. Nie wiem czy to wpływ książki czy insynuacje innych osób, ale czytając tą powieść miałam okropne sny i co dziwne moja siostra też! Więc sprawdźcie, może książka będzie miała podobny wpływ na Was.
Opis książki jest dosyć długi, więc podaję link
http://merlin.pl/Trzynasta-opowiesc_Diane-Setterfield/browse/product/1,1326254.html?place=suggest
Tych książek na pewno było więcej, ale wiecie jak to jest jak człowiek chce sobie coś przypomnieć.
Obecnie na liście do przeczytania znajdują się następujące książki:
Katherine Webb Echa pamięci, Dziedzictwo
Charlotte Link Dom sióstr
Rosie Thomas Kaszmirowy szal
Miłego czytania!
Jeżeli traficie na książki w moim ulubionych tylu, czekam na wiadomość!
środa, 7 maja 2014
Zawsze i wszędzie CHICKEN KORMA
Chciałabym dziś podzielić się z Wami miłością do potrawy niezwykłej; do potrawy, która zawładnie Wami, uwięzi i nie wypuści.
Odkąd jadłam ją pierwszy raz, śni mi się po nocach...
Mowa o potrawie z kurczaka zwanej
SMACZNEGO!
Odkąd jadłam ją pierwszy raz, śni mi się po nocach...
Mowa o potrawie z kurczaka zwanej
Chicken korma, czyli po prostu kurczak korma
Przeszukałam chyba pół internetu w znalezieniu przepisu idealnego i prostego a przede wszystkim zawierającego te rzeczy, które mam w lodówce ;)
Niestety w każdym przepisie jest pełno przypraw, których nie posiadam (kurkuma, kumin itp) oraz migdały (również brak).
Więc postanowiłam zrobić coś po swojemu. Wyszło przepysznie!
Podaje składniki:
2 piersi z kurczaka
1 puszka mleka kokosowego
przyprawa curry
pasta curry
wiórki kokosowe
vegeta
pieprz
Zaczęłam od przygotowania kurczaka. Pokroiłam, doprawiłam vegetą, pieprzem, zalałam małą ilością mleka kokosowego, dodałam garść wiórek, odstawiłam na jakieś 10-15 min.
Następnie rozgrzałam patęlnię, oliwa (zawsze używam oliwy), na to kurak. Ładnie sobie podsmażam, gdy kurczak nie jest już surowy, zalewam resztą mleka kokosowego. I wtedy już wszystko zależy od Waszych upodobań. Ja dodałam łyżeczkę pasty curry i dużo wiórek kokosowych.
Potrawa już wcześniej nabiera lekko żółtego koloru przez przyprawę curry.
Wszystko ładnie mieszamy, próbujemy, doprawiamy.
Dla mnie oczywiście najlepiej taki sos podawać z ryżem.
Oto jak potrawa prezentuje się na patelni, musicie mi wybaczyć, bo wyszło tak pyszne, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia na talerzu.
SMACZNEGO!
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Kurak
Lubię gotować, a skoro jestem na diecie to pewnych rzeczy w mojej kuchni nie będzie.
Lubię jeść kolorowo, lubię jak na talerzu jest bogato, jak oko się cieszy :)
To kilka moich obiadów, mniam wszystkie bym znowu zjadła
Dziś prosty przepis, pierś z kurczaka w marynacie miodowo-musztardowej
Składniki to:
piersi ;)
olej,
miód,
musztarda,
przyprawy jakie lubicie, ja daję trochę soli i pieprzu
Nie napisałam dokładnie czego ile daję, bo tak naprawdę to robię na oko.
Ja lubię więcej miodu, m. (mąż mój najdroższy) musztardy.
Gdy wymieszacie składniki na marynatę, spróbujcie jej czy smak Wam odpowiada, potem wkładacie piersi.
Dobrze jak poleżą trochę, najlepiej parę godzin albo na noc.
Moja zamarynowana pierś wygląda tak
zawijam w folię razem z moim pomocnikiem ;)
dla m. oczywiście dodatek w postaci pieczonych ziemniaków
Piekarnik 200st, ok 40 min
wersja dla m.
wersja dla mnie :)
Pierś jest przepyszna. Polecam!
Lubię jeść kolorowo, lubię jak na talerzu jest bogato, jak oko się cieszy :)
To kilka moich obiadów, mniam wszystkie bym znowu zjadła
Dziś prosty przepis, pierś z kurczaka w marynacie miodowo-musztardowej
Składniki to:
piersi ;)
olej,
miód,
musztarda,
przyprawy jakie lubicie, ja daję trochę soli i pieprzu
Nie napisałam dokładnie czego ile daję, bo tak naprawdę to robię na oko.
Ja lubię więcej miodu, m. (mąż mój najdroższy) musztardy.
Gdy wymieszacie składniki na marynatę, spróbujcie jej czy smak Wam odpowiada, potem wkładacie piersi.
Dobrze jak poleżą trochę, najlepiej parę godzin albo na noc.
Moja zamarynowana pierś wygląda tak
zawijam w folię razem z moim pomocnikiem ;)
dla m. oczywiście dodatek w postaci pieczonych ziemniaków
Piekarnik 200st, ok 40 min
wersja dla m.
wersja dla mnie :)
Pierś jest przepyszna. Polecam!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




